Pójście na terapie to pierwszy zdrowy, mądry krok, jaki można zrobić podczas trzeźwienia. Terapia to szkoła życia
dla alkoholika i narkomana. Trwa około 3 lat. Składa się z 3 klas, grup. W sumie podobnie odbywają się zajęcia jak w szkole. Masz klasy - grupy, odrabiasz prace domowe, piszesz wypracowania. Na takiej terapii po pewnym okresie czasu zaczynasz odkrywać swoje największe brudy z przeszłości. Takie zrzucenie z siebie ciężkich grzechów, wybryków pomaga nam w obyciu się z samym sobą. Zaczynamy powoli siebie akceptować i darować sobie rzeczy, których się dopuściliśmy. Już nic nas nie wspomaga i trzeba żyć teraźniejszością, ale jak tu żyć skoro człowieku cierpisz strasznie. Wcześniej, jak się czymś zamartwiałem szedłem do pubu i po dwóch browarach wszystko już było w normie. I tak dzień po dniu. Problemy znikały, ale pod jednym warunkiem. Dzień w dzień trzeba było przyjąć dawkę swojego uspakajacza, leku którym był alkohol lub narkotyki. Po używkach byłem w innym świecie. Och jaki ja byłem mądry i wygadany. Ile ja fakultetów nie skończyłem. Miałem przyjaciół na pęczki. Na każdy temat mogłem zabrać głos. Po alkoholu zawsze byłem odważny, śmiały. Teraz nie piję i siedzę cicho, słowami nie rzucam na lewo i na prawo. Zabieram głos, jeżeli coś na dany temat mogę powiedzieć z sensem, ale bólu, zmartwień nie zaleję. Muszę i chcę z nimi się zmagać na trzeźwo, choć to nie jest takie wcale proste. Jak dusza cierpi to cierpię. Nic co ludzkie nie jest mi obce.
Dusza moja długo płakała i do dziś jeszcze  płacze. Tak się ładnie tylko mówi.  Wybacz sobie. Byłeś chory. Może i to na co poniektórych działa, ale mi to nigdy nie przejdzie tak na prawdę do końca. Zawsze będę miał mimo wszystko w pamięci te moje biedne, zapłakane dzieci, które musiały z mamusią uciekać z domu przed tatą, bo przyjdzie pijany i będzie krzyczał na mamę. Nigdy nie zapomnę, jak moje dzieci odebrane z przedszkola pod pubem się musiały bawić, bo tatuś w środku piwko popijał z kolegami. Łez wiele przelałem i do dzisiejszego dnia boli bardzo i ciężko podarować sobie takiego zachowania. Zawsze marzyłem aby być kochanym ojcem dla swoich dzieci. Obiecywałem sobie, że zawsze będę przy nich, zawsze im wszystko będę wyjaśniał z największą cierpliwością, bawił się z nimi i podróżował. Niestety życie to okrutnie zweryfikowało. Gdzie popełniłem ten cholerny błąd i skręciłem w niewłaściwą uliczkę? Trudno mi dziś odpowiedzieć na to pytanie. Mogę się dopatrywać co było tego przyczyną, ale i tak to już nic nie zmieni.
Przyszłości nie da się odwrócić. Była żona nigdy już nie chciała wrócić do mnie i wcale się nie dziwię. Pogodziłem się z tym już wcześniej. Nie powiem, też było mi bardzo przykro z tego powodu, że najlepsze lata młodości sobie przy mnie zmarnowała. Kiedyś na grupie dostałem do napisania taką pracę, w której miałem przeprosić własną żonę i tą pracę, to wypracowanie, list jej przekazać do rąk własnych. Przekazałem, przeprosiłem, do wielu błędów się przyznałem, ale i tak wiem, że w jej pamięci te przykre chwile zawsze pozostaną. Gorzej jest mi pogodzić się z tym, co stało się z moimi dziećmi. Te niewinne istotki moje kochane tyle wycierpiały przeze mnie, że tego nie da się opisać. I jak one mają mi wybaczyć? Syn żyje ze mną nawet w zgodzie, ale bardzo często wspomina sprawy z przeszłości i jakie skutki wywarły na jego mamę, jak teraz jest jej ciężko żyć i poruszać się na tym świecie. Jest bardzo uczuciowy. Ma żonę i córeczkę. Bardzo ich kocha i troszczy się niesamowicie o nie. Oby wytrwał w tym do końca życia. Córka natomiast nie za bardzo chce ze mną rozmawiać. Minęło już tyle lat, a ona telefonu ode mnie nie odbierze. Zawsze mówi, że jest zajęta akurat w tym czasie, gdy dzwonię. Na smsa odpisze nieraz, ale za to bardzo oschło. Muszę się uzbroić w cierpliwość i czekać ile się tylko da, aby poprawić te relacje. To są moje dzieci i bardzo je kocham i chcę z nimi przebywać i mieć jeszcze coś wspólnego. Marzy mi się abyśmy jeszcze razem kiedyś przy jednym stole świątecznym zasiedli i razem życzenia sobie składali tak czule, z taką prawdziwą miłością. Takie sytuacje zdarzają się czasami, bo dzieci do mojej mamy, a do swojej babci przychodzą  na święta i widujemy się i życzenia składamy, ale jest to takie wymuszone i tej bliskości cały czas brakuje. Może już nigdy takie czasy nie nadejdą, ale cały czas marzę o tym i wierzę w to. Dziadkiem za to mogę być bardzo dobrym i to może mi łatwiej pójdzie. Wnusię na razie jedną mam i bardzo ją kocham i chciałbym ją często spotykać, ale i sytuacja jest taka nie za ciekawa, bo daleko od siebie mieszkamy i te spotkania przez to są w dużej mierze ograniczone.
Moja mama za to jest bardzo szczęśliwa i mój tato też. Mówią, że dożyli czasów, kiedy syn wreszcie przestał pić. Mama mówi, że zawsze się za mnie modliła i wierzyła we mnie. Ilu ludzi na swej drodze skrzywdziłem? Ile krzywd wyrządziłem? Tylko Pan Bóg raczy wiedzieć. Była żona, dzieci, rodzice, byli teściowie, sąsiedzi, znajomi i nieznajomi. Czemu człowiek taki głupi jest. Czemu tej energii nie można było na coś dobrego przeznaczyć. Na szczęście nie wszystkie osoby na tym świecie naszym są alkoholikami lub narkomanami.
Wspomnienia siedzą do dziś we mnie i to raczej te złe a nie dobre. Dobrych nawet nie pamiętam. Często mój syn mi przypomina też i moje dobre uczynki. Jestem wtedy taki dumny, że coś i normalnego udało mi się zrobić i że on to też pamięta. Z każdej takiej chwili bardzo się cieszę i zawsze bym chciał aby ich było jak najwięcej. Lżej mi wtedy na duszy i łatwiej przez życie brnąć i coś dalej tworzyć. Mój pierwszy wyjazd w góry podczas terapii też bardzo często wspominam. Wziąłem narty i pojechałem sam. Nie czekałem na dziewczynę, która się ze mną zaprzyjaźni i będzie chciała ze mną jeździć. Nie siedziałem sam w domu i nie zwijałem się z bólu. Wolałem się czymś zająć. Było łatwiej, ale wieczorem gdy wracałem do schroniska w swym pustym, cichym i ciemnym pokoju leżałem i płakałem wspominając moich najbliższych. Pisałem wtedy do nich smsy z przeprosinami. Pisałem, jak mi przykro, żeby mi wybaczyli.
Trochę tego wybaczenia przyszło i przychodzi powoli coraz więcej, ale ból zawsze w mym sercu pozostanie. Już chyba do końca życia. Rozumiem przez to bardziej zachowanie mojej córeczki, której ciężko się ze mną rozmawia. Dzieciaczki bardzo mamę swoją kochają i zawsze dbają o nią. Pamiętają, ile jej w życiu zawdzięczają, że zawsze była przy nich, że poświęciła im swoje całe życie, aby tylko miały dobrze, jak najlepiej. Zabierają mamę często na wycieczki, spotykają się i żyją w bardzo dobrej komitywie. Mama moja nigdy się na moją byłą żonę nie gniewała, bo i w sumie nie miała za co. Zawsze była sprawiedliwa i nie obstawała za swoim synem, tylko za dobrem. Dbała o moją żonę, pomagała jej i wnusiom też. Zabierała ich często na wspólne wczasy, nad morze, kupowała prezenty, ciuszki, słodycze. Robiła to, czego ich tatuś nigdy nie robił.
Czemu napisałem ten artykuł? Nie ma się przecież czym szczycić. Nikt mnie przecież za to nie pochwali, a wręcz przeciwnie może się odsunąć bardziej, ale będzie dobrze, gdy choć jedna, dwie osoby czytając ten tekst zrozumie w miarę wcześniej to, co mi nie było pisane i może ten artykuł wpłynie na ich życie pozytywnie i nie popełnią tylu błędów co ja. Dzieci moje duże już są i daj Boże, aby one w szczęściu żyć teraz mogły jak największym. Alkohol i narkotyki to wróg publiczny numer jeden. Gdzie są te sprawy tam zawsze się coś złego przytrafi i nie ma silnych. Nikt nigdy z alkoholem i narkotykami nie wygrał. Prędzej czy później skutki stają się odczuwalne. Ciekawostką jest, że ja w sumie bardzo późno zacząłem pić, bo dopiero po ślubie i w sumie to dopiero po urodzeniu dzieci, a narkotyki dopiero spróbowałem, gdy miałem 35 lat. Dlatego ostrzegam, że nie ma mocnych na te sprawy. Wciągnąć się można bardzo szybko niezależnie od wieku w jakim się jest. Na te sprawy nie ma mądrych. Takie głupie powiedzonko krąży wśród młodych, że wszystkiego warto spróbować. Tego lepiej nie próbować, a już na pewno narkotyków.
 
CDN
 
Maximus