Nasza reprezentacja w piłce nożnej na Mundialu w Rosji bardzo wypadła słabo. Wszyscy dopatrywali się różnych powodów
co było przyczyną tak słabego występu. Mówiono o trenerze, wybieganiu, atmosferze, formie, basenie, żonach, kontraktach, ale nie wspomniano nawet przez ułamek sekundy o jednej, najważniejszej rzeczy. O dopingu sportowców. O tym, że takie coś w ogóle istnieje i że ma miejsce na tym świecie zamieszkałym przez ludzi i że sportowcy to właśnie w dzisiejszych czasach używają. Medycyna sportowa inaczej koksy, sterydy, anaboliki, hormony w dosłownym tego słowa znaczeniu lub niedozwolone odżywki dla sportowców. Jak zwał, tak zwał. Jest to chemia podana do wnętrza naszego organizmu, po której dostajemy nadludzkich możliwości i możemy góry przenosić. Skutki uboczne są bardzo poważne, ale chęć zyskania sławy, pieniędzy i bycia najlepszym jest dużo silniejsza dla co poniektórych. Często się zdarza, że ceną za przyjmowanie sławy jest samo życie.
Kto otarł się choć trochę o sport dobrze wie, że osiągnięcie dobrego wyniku sportowego graniczy z cudem. Oczywiście zdarzają się cuda, ale bardzo rzadko. Pamiętam w 6 klasie podstawówki na obozie sportowym gdy bawiliśmy się z kolegami w zapasy jeden bardzo się wyróżniał. Rzucało się na niego siedmiu, ośmiu chłopaków, a on nimi rzucał na lewo i prawo i nie było mocnych na niego. Taki był silny. Nie była to szkoła sportowa a on nie był zawodowym sportowcem. Jako niewinne jeszcze dzieciaki bawiliśmy się w amatorskim klubie w piłkę nożną, więc nie podejrzewam go z dzisiejszego punktu widzenia, że już coś zażywał. Znamy bardzo dobrze szkoły sportowców w NRD-ówku. Szprycowali już 8 letnich dzieciaków, które już jako nastolatki zdobywały złote medale. Problem dotyczy całego sportu, wszystkich dyscyplin sportowych i każdego kraju bez wyjątku. Dużo afer dopingowych ujrzało światło dzienne. Wielkie bum, afera, skandal, niesłychane, ... ale z czasem wszystko cichnie i wracamy do normy i jak gdyby nigdy nic, po cichutku, bo to przecież nas nie dotyczy. To nie my.
Jeszcze raz się powtórzę, kto choć trochę otarł się o sport i albo sam uprawiał jakąkolwiek dyscyplinę sportową, albo ma, miał znajomego w tej dziedzinie to dobrze wie, że żaden dobry wynik nie jest zrobiony na sucho. Chłopaki już jako juniorzy szprycują się bo doskonale wiedzą, że bez wspomagania nic by nie osiągnęli. Temat jest zresztą bardzo znany i popularny w tych kręgach. Problem jest w tym, że należy wiedzieć co brać, kiedy zacząć i kiedy zrobić sobie przerwę tak, aby sił za dużo nie stracić i przy tym nie wpaść. Dlaczego komisje antydopingowe zażyczyły sobie możliwości kontrolowania sportowców w każdej chwili? Może bez odpowiedzi. Do przemyślenia proszę.
Medycyna sportowa - doping wyrwał się spod kontroli całemu światu sportowemu. Nie wiadomo dlaczego jednych przyłapują na gorącym uczynku, a innym uchodzi to płazem. Czemu Ben Jonson został przyłapany? Zdobywał rekord za rekordem na 100 metrów i był czysty, a tu raptem taka wpadka i klops. Czy wcześniej nie brał? Nie, brał. On i wszyscy biorą już od najmłodszych lat, tylko..., no właśnie to jest największą tajemnicą całego sportowego światka... Trzeba wiedzieć jak i co brać, ale to nie wszystko. Sądzę, że problem jest dużo poważniejszy, że trzeba mieć pozwolenie na branie. Od kogo? Niestety to już wiedzą ci najlepsi na świecie.
Znamy kolarza Lance Amstronga, wielokrotnego mistrza świata i wielokrotnie podejrzewanego o doping. I co się działo potem? Odpuszczano mu grzechy. Za każdym razem usprawiedliwiał się w sposób zadowalający komisję. On na łamach swojej książki już po zakończeniu kariery sportowej dobrze opisał świat sportu. Świat oparty na dopingu bez żadnych wyjątków. Każdy dobry sportowiec światowej klasy ma swojego prywatnego lekarza. Taki lekarz, jak ksiądz nie zdradzi nikomu tajemnicy. Ma tyle zapłacone, że mu się na prawdę nie opłaca. Nigdy i nigdzie nie dostałby już żadnej innej pracy jakby nie dotrzymał tajemnicy. Prędzej winę weźmie na siebie, że niby podał sportowcu jakieś niedozwolone lekarstwo na na przykład na astmę z niedozwolonym środkiem, że to było przeoczenie z jego strony, czy coś w tym stylu. Tak się składa, że wiele leków zawiera niedozwolone dla sportowców substancje chemiczne i nie trudno znaleźć naiwne wytłumaczenie. Sportsmenka chora na astmę. Dobre, prawda? Od kiedy to chorzy ludzie są najlepszymi sportowcami na świecie w swojej dyscyplinie. Z takich bardzo naiwnych bajek, co rzucają się w oczy możemy się pośmiać chyba, że dotyczy to naszego podwórka. Nasz kulomiot najlepszy przez ostatnie lata rozwala wszystkich jak chce. Jedzie na olimpiadę i nagle brak mu sił. Odpada w eliminacjach. Potem po olimpiadzie jedzie na zawody i jest znowu najmocniejszy. Można różnie to tłumaczyć. Na przykład, że są takie kontrole dopingowe, że tylko kontrolują te najnowsze koksy a tych starych już nie biorą pod uwagę, a pon Iksiński bierze te właśnie starodawne, tradycyjne. I zdarza się taka olimpiada, na której ktoś wpadł na ktoś pomysł aby skontrolować i te stare koksy odstrasza wszystkich. Bo kto by słyszał, pan policjant, człowiek prawa i on coś bierze. Wielu odpada z gry na samym początku. Muszą coś na biegu wymyślić, wziąć coś na przeczyszczenie organizmu i siły same odchodzą w dwie godziny. Krew czyta. Wszystko w normie, tylko jeden szkopuł mały. Siły brak. Sposobów i kombinacji jest multum, ale tylko ci najlepsi mają dostęp do najnowocześniejszych a zarazem najdroższych zapewne medykamentów, niewykrywalnych jeszcze póki co na kontrolach, albo wiedzą co dodatkowo wziąć, aby podany koks nie zostanie wykryty podczas kontroli.
Sport jest bardzo brudny dziś. Kto nie ma dobrego sztabu medycznego nie liczy się w grze. Dziwne, że nikt o tym nie mówi na głos. Gdzie zaplecze medyczne naszej kadry w piłce nożnej? Czy ktoś wspomniał chociaż, że może jakiś błąd popełniono w zestawie podawania tabletek dla naszych sportowców. Czemu nikt, nigdy nie pyta o medykamenty sportowe, jakie sportowcy przyjmują? Jedna, wielka tajemnica sportowa dzisiejszego świata. Chyba wszyscy widzieli naocznie w tv jak biegali inni sportowcy z innych reprezentacji, a jak biegali nasi. Nasi są z innej gliny ulepieni? A może brakowało im ambicji sportowych? Może im nie zależało na honorze Polski? Może i tego i tego po trosze, ale przede wszystkim była źle dobrana taktyka medyczna. Coś na pewno nie zostało trafnie podane i w tym należy się przyglądać przyczyn klęski biało-czerwonych. Medycyna w dzisiejszym sporcie to nr 1, potem dopiero są umiejętności i wyszkolenie sportowca. Jest to temat tabu i długo takim pozostanie. Czemu tak? Chociażby dlatego, że w komisjach antydopingowych zasiadają byli sportowcy, którzy też osiągali bardzo dobre wyniki sportowe. I tak dalej i tak dalej. To takie koło, które się już tak rozpędziło, że tylko koniec świata jest w stanie to zatrzymać. Taki podobny model rozpędzenia się danej machiny możemy zaobserwować w czystości samego sportu. Przykład z podwórka bieżący: piłka nożna i ostatni Mundial. To już nie jest piłka nożna, to jest po prostu MMA, zapasy, czy coś w tym stylu. Dziś nie ma już pięknej piłki. Porównajmy te stare mecze piłkarskie i te dzisiejsze. Dziś, jak ktoś nie jest siłaczem, to niech lepiej nie wychodzi na boisko. I tu nasze koło powraca do punktu zwrotnego. Słowo siłacz, silny bierze się bynajmniej nie z jedzenia twarożku na śniadanie i wzorowego odżywiania się. Ukazuje się ponownie poruszany poprzedni temat. Dzisiejsza piłka nożna to świat osiłków, mocarzy, zapaśników, aktorów i klaunów zarazem. Dobry piłkarz gra. Nie pada na murawę nawet przy najmniejszym faulu, a jak już taki zaistniał i sędzia nie odgwizdał wolnego to wstaje. Nie siedzi i gestykuluje. Bierze się za robotę bo jednego piłkarza mniej na boisku. A tu u nas same lamenty, ręce wysoko do Boga wyciągnięte i lamentuje jeden z drugim i gestykuluje. A przeciwnik w tym właśnie czasie bramkę strzela. Tak przesiedział dużo czasu na murawie w Rosji nasz Robert a przez pana Piszczka właśnie straciliśmy bramkę bo ciągle się przewracał i szukał w niebiosach sprawiedliwości. Sędzia już panowie nie zmieni decyzji. Wstawaj i jak najszybciej i pędź bo możesz się przydać pod bramką. Siedź w domu. Nie zawracaj dupy nikomu. Albo grasz i dajesz z siebie wszystko albo spadaj nieszczęśniku. Pamiętam jak kiedyś się grało klubach niższej klasy, albo nawet na podwórku szkolnym. Nie było sędziego i dawaliśmy sobie radę. Nikt nie leżał minutami na boisku i nie przypominam sobie, żeby było lekko. Była twarda walka, bark w bark i nieraz też na murawie się leżało i bolało i nikt nie lamentował. A tu masz. Im więcej kasy ma w klubie, tym częściej siedzi, gestykuluje i lamentuje, a mniej biega. Fakt, że nie było aż tak brudnego futbolu jaki jest dziś. Nie grał z nami Ramos z Realu, wzorowy kapitan reprezentacji Hiszpanii. Ciekawe dlaczego takiego brutala nie zawieszą za tak nieludzkie faule na boisku. Przecież można obejrzeć cały zestaw filmów na You Tube i wyciągnąć wnioski. Wszystko widać co ten piłkarz wyczynia i nie ma mocnych na niego. Ma widocznie przyzwolenie na taką grę. To jakiś absurd bo to, co zrobił ostatnio z Salahem to już istne przegięcie. Moja żona nawet podsunęła dobrą myśl gdy razem  oglądaliśmy mecze na Mundialu, a mianowicie taką, że piłkarze powinni grać w kaskach na głowach. Pochwalam jej pomysł i do dalszego przemyślenia poddaję.
 
Maximus
Artykuł świerzy do jutrzejszej koretkty.