facebook_page_plugin

Baśnie Mity Legendy

Stworzenie Świata

Producent: Baśnie Cygańskie
Dodany przez: Super User
Liczba odwiedzin: 860

Za dawnych, pradawnych czasów nie było jeszcze świata, tylko wielka woda. Bogu Baro znudziła się szumiąca woda bez żadnego brzegu lub choćby maleńkiej wysepki. Pomyślał więc sobie Bóg Baro, że warto by jakiś świat stworzyć, ale nie wiedział ani – jak się to robi, ani – jaki powinien być ten świat. Zabrałby się Bóg Baro do roboty, popróbowałby tak i inaczej, może by mu z tego wreszcie coś wyszło, ale nie chciało mu się ruszyć palcem. Siedział sobie na powietrzu osowiały i znudzony, bo nie miał brata, ani nawet przyjaciela, a samemu na świecie – niewesoło. Oganiał się tylko czasem od obłoczków, co mu pod sam nos podfruwały.
Dojadała Bogu Baro samotność, aż zagniewany cisnął swój kostur, którym się podpierał w wędrówkach po chmurach. Poleciał kostur z ręki Boga Baro prosto w wodę, która się rozpościerała wszędzie i nie miała ani początku, ani końca.


Zawrzało w wodzie i nagle w tym miejscu, w którym się pogrążył kostur, wyrosło drzewo olbrzymie, zielone i rozłożyste. Tylko jedna z jego gałęzi była sucha. Przycupnął na niej dziwny jakiś stwór – jasnowłosy i kosmaty. Był to sam Diabeł, pierwszy z diablego rodu.
Uśmiechnął się do Boga Baro i rzekł:


– Dzień dobry, kochany braciszku. Nie masz brata ani nawet przyjaciela: ja ci będę przyjacielem i bratem.


Ucieszył się Bóg Baro i powiada:
– Dobrze. Bądź moim przyjacielem, ale nie bratem. Bo ja jestem jedynak. Któż to słyszał, żeby Bóg miał brata?


Zaprzyjaźnili się więc i przez dziesięć dni pływali po wielkiej wodzie łódką, którą Diabeł wyciął z suchej gałęzi olbrzymiego drzewa. Z początku Bóg Baro zadowolony był z tego pływania, bo kiedy mieszkał w powietrzu, wysoko, żywił się tylko ptakami i już mu przestały smakować. A teraz mógł jeść smakowite, tłuste ryby. Ale Diabłu znudziło się łowienie ryb. I Bóg Baro zauważył, że już dziewiątego dnia złowione ryby Diabeł sam ukradkiem pozjadał.


Nazajutrz rano powiada Diabeł:
– Braciszku kochany. Źle nam się żyje we dwóch tylko, kiedy nigdzie, jak okiem sięgnąć nie ma żywej duszy. Chętnie bym stworzył jeszcze kogoś...
– Stwórz, jeśli chcesz – odrzekł Bóg Baro.
– Ba, nie umiem – powiedział Diabeł. – Już raz chciałem stworzyć wielki świat, ale nie dałem rady, nic z tego nie wyszło.
– Dobrze więc – rzekł Bóg Baro. – Ja stworzę świat, tylko nie nudź już więcej. Skocz zaraz w wielką wodę i przynieś mi z dna piasku, bo właśnie z piasku chcę stworzyć Ziemię.
– Jakże to można z piachu zrobić Ziemię?! – wykrzyknął Diabeł.
– Całkiem zwyczajnie – odpowiedział Bóg Baro. – Wypowiadam swoje boskie imię – i już. Idź i przynieś piasku.


Skoczył Diabeł do wody, zanurzył się w głębinie. Tam pomyślał sobie, że będzie lepiej, jeśli sam stworzy świat, bez niczyjej pomocy. Wydobył więc na powierzchnię sporą kupę piachu i wyrzekł nad nią swoje diabelskie imię, a jest to imię: Beng. Biały piasek ozłocił się, potem zrudział i buchnął dymem w twarz Diabła, sparzył go i osmalił. A świata jak nie było, tak nie było. Rzucił Diabeł gorący piasek z powrotem do wody, aż zasyczało i wzleciały w górę kłęby pary.


Wrócił Diabeł do Boga z pustymi rękami i powiada:
– Nie znalazłem piasku na dnie.
A Bóg Baro na to:
– Idź, mówię ci, i przynieś mi piasku, jakeś przyrzekł.
Przez dziewięć dni skakał Diabeł w wielką wodę, dźwigał z dna piach, wynurzał się na powierzchnię jak najdalej od Boga Baro, wypowiadał imię Beng – a piasek parzył i osmalał, tak że trzeba go było czym prędzej wrzucać do wody. Tyle pary z tego szło, aż gęsta mgła wstała nad wielką wodą. Piasek był tak gorący i tak przypiekał, że Diabeł po dziewięciu dniach był już całkiem czarny. Gdy dziewiątego dnia znów przyszedł z pustymi rękami, Bóg Baro rzekł:


– Jesteś zupełnie czarny, i dusza w tobie – też czarna. Zły z ciebie przyjaciel. Idź natychmiast i przynieś piasku. Ale nie wymawiaj swego imienia, bo spłoniesz i zamienisz się w popiół.
Poszedł Diabeł jeszcze raz po piasek i wreszcie przyniósł go Bogu.
Bóg Baro uczynił więc Ziemię, a Diabeł uradowany zawołał:


– Tu, pod tym wielkim drzewem, jest moje mieszkanie, a ty, braciszku, poszukaj sobie
miejsca gdzie indziej!
Rozgniewał się Bóg strasznie i krzyknął:
– Taki z ciebie przyjaciel? Nie chcę cię znać. Idź precz! Niech twoje dzieci i wnuki: diabły, diabliki i diablęta – będą czarne jak ty teraz.
W tejże chwili zjawił się wielki, czarny byk, wziął Diabła na grzbiet i wraz z nim zapadł się pod ziemię u stóp olbrzymiego drzewa. Ale było to boskie drzewo. Bóg Baro uczynił czar
– i z gałęzi wylęgło się mnóstwo zwierząt i ludzi, i wszyscy po kolei zeskakiwali na nową Ziemię, mokrą jeszcze i bez trawy i ziół.
Tak Bóg Baro stworzył Ziemię, zwierzęta biegające po niej i ludzi.
Ale sam wyprowadził się na stałe do nieba, bo w głębi Ziemi zadomowił się Diabeł, a Bóg Baro nie chciał go mieć za sąsiada.

 

Jerzy Ficowski
Gałązka z Drzewa Słońca

Zapytaj o produkt

Komentarze

Internet Virgin Google