Trudne początki: Witam. Jestem trzeźwiejącym alkoholikiem. Nie piję już 17 lat. Nigdy nie przywiązywałem wagi do długości
mojej abstynencji. Nie liczyłem tych lat i gdyby nie fakt, że napisałem podobny artykuł na którymś z blogów do dzisiaj bym nie wiedział ile lat nie piję. Po prostu zajrzałem. Zawsze jak potrzebowałem znać tą liczbę dzwoniłem do mojej przyjaciółki, która ze mną zaczynała terapię i zawsze jej się pytałem. Dla co poniektórych ta data jest bardzo ważna. Obchodzą nawet rocznie swojego niepicia. I tak co roku tradycyjnie torcik, znajomi i małe przyjęcie.
Doskonale pamiętam za to moment, kiedy trafiłem na terapię. Cofnę się przy tym o parę lat jak to mój wujek z moją mamą zaprowadzili mnie na taką właśnie terapię. Tak prosili, prosili i wreszcie się któregoś dnia zgodziłem. Więc poszedłem razem z moim wujkiem na terapię, gdzie zresztą on kiedyś sam chodził. Pan psychoterapeuta odbył ze mną wstępną rozmowę i zaprosił na spotkania. Nie pamiętam co więcej mówił i co mi proponował. Wyszedłem z tego spotkania i miałem wielkie pretensje do moich bliskich gdzie oni mnie przyprowadzili. To jakaś ciota ten terapeuta. Dziwnie jakoś ze mną rozmawiał. Stwierdziłem, że taka terapia z takimi nauczycielami nie jest mi zupełnie potrzebna.
Minęło parę lat. Dużo rzeczy się wydarzyło, ale jedno najbardziej dla mnie najważniejsze to, że odeszła ode mnie moja dziewczyna po wielu latach bycia z sobą. Nie miałem takiego problemu, gdy odchodziła moja żona, bo miałem akurat zastępstwo i znałem właśnie pewną młodą dziewczynę. Razem piliśmy, ćpaliśmy, mieliśmy zawsze wspólne tematy. Było bardzo fajnie, a przynajmniej tak mi się wydawało wtedy. Związek jak związek z dużo młodsza dziewczyną zakończył się po paru latach. Dziewczyna w międzyczasie stanęła na nogi, odbiła się, ukończyła szkołę średnią. Ja dla niej byłem w stanie zrobić wszystko. Wspierałem ją w dużej mierze finansowo, wyremontowałem jej mieszkanie, znalazłem ciekawą pracę i jak wspomniałem po pary ładnych latach trach. Skończyło się. Powiedziała, że chce się rozwijać, że ja ją blokuję itp. Powiedziała, że mam się wyprowadzić od niej, bo właśnie u niej mieszkaliśmy, pomimo, że miałem wolne swoje mieszkanie. Nie miałem wyjścia. Unikała mnie. Sama aby nie utrudniać i aby mi było łatwiej wyprowadziła się do mamy. Starałem się na wiele sposobów i na darmo. Serce mi złamała i już. Byłem kompletnie rozbity. Miałem kolegę, który poradził mi swojego psychiatrę. Zaprowadził mnie do pani doktor na umówioną wcześniej wizytę. Dzięki mu za to, bo zapewne sam bym nie trafił do tego typu specjalisty. Po dłuższym użalaniu się nad sobą poprosiłem o jakieś lekarstwa na mój stan odrzuconej miłości. Pani doktor stwierdziła, że to inna choroba jednak mnie dopadła. Poinformowała mnie, że jestem alkoholikiem i narkomanem i że właśnie na te uległości powinienem się leczyć. Byłem wtedy bardziej dojrzały niż przed laty, gdzie wyszedłem z wizyty u terapeuty. Widocznie trochę zmądrzałem. Wiek też swoje zrobił. Zastępstwa w postaci młodszej dziewczyny też nie było. Klops. Kompletne załamanie. Wysłuchałem pani doktor z uwagą i ze zrozumieniem. Poszedłem z zamiarem, aby wreszcie ktoś mi pomógł. Ta pani bezpłatnie mnie przyjęła i poświęciła mi swój cenny czas. Pamiętam, że wywarła na mnie duże wrażenie i przekonała mnie. Jest psychiatrą, ma swoje doświadczenie i zna się na swoim fachu. Wiedziała co mówi.
Wizyta bardzo mi pomogła i dała dużo do myślenia. Dotknął mnie palec boży i pokierował mną. Miałem dwie drogi do wyboru. Albo zależy mi na moim życiu, chcę coś jeszcze osiągnąć i biorę się za siebie, albo dalej będę się bawił, znajdę nową panienkę i wszystko się unormuje i będzie po staremu. I stał się cud. Sam skontaktowałem się z moim wujkiem. Zapytałem o tą terapię, gdzie kiedyś mnie zaprowadził. Sam odnalazłem nowy adres siedziby i zapisałem się na spotkania grupowe. Jak widać wybrałem drogę numer jeden.
Z perspektywy czasu należy podziękować tej mojej dziewczynie, że odeszła ode mnie. Pewnie do dzisiaj bym balował. Nie wiem co ona dzisiaj robi i nie chcę wiedzieć, ale bardzo dużo jej zawdzięczam. Pierwsze dni na terapii były bardzo trudne. Mało nie zostałem wyrzucony na samym początku. Warunkiem przyjęcia na taką terapię jest bezwzględna abstynencja. Mowa tutaj o alkoholu i narkotykach. Na pierwszym spotkaniu, na drugi dzień zapytany czy coś piłem w najbliższym czasie, stwierdziłem, że wypiłem dwa piwa i nie ma w tym nic strasznego, bo kupiłem je wcześniej, jeszcze przed zapisaniem się na terapie. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Już dokładnie nie pamiętam, ale przeprowadzono ze mną poważną rozmowę i warunkowo pozwolili mi kontynuować grupę. Już nigdy nie miałem żadnych wpadek poważniejszych. Dużo osób przetoczyło się przez naszą grupę. Najkrócej był pan, który wyszedł po cichu po 5 minutach do toalety. To był rekord świata. Pamiętam kółeczko na początku terapii. Każdy po kolei mówi o swoich bieżących, ważniejszych przeżyciach, o uczuciach, emocjach, takie 5 minut dla każdego zawsze na początku każdej terapii. Po takim kółku inne osoby mogą się odnieść do tego co powiedziałeś i mówiąc o swoich uczuciach, co poczuli, gdy np. ja opowiadałem o swoich sprawach zabierali głos. Tak przebiegała pierwsza część grupy. Potem była mała przerwa i druga część. Wracając do tego wspomnianego rekordzisty to widocznie przestraszył się swojego pierwszego przemówienia i zwiał. Też miałem ten sam problem. Bardzo się zmieszałem, gdy pierwszy raz opowiadałem o sobie i śmiali się na dodatek ze mnie, jak wspomniałem o tych piwach wypitych. Nie było to łatwe, ale chęć zrobienia coś ważnego, zdrowego dla siebie zwyciężyła chociaż ciężko było mi zrozumieć jak można bawić się na Sylwestrze bez żadnego kieliszka alkoholu, bez żadnego szampana, albo chociażby nawet jakiegoś piwa. Jak to w ogóle można się bawić? Okazało się, że jednak można. Bez  alkoholu można się bawić, można rozmawiać i przeżywać życie takie, jakie jest w rzeczywistości ze swoimi wszystkimi radościami i problemami.
 
CDN
 
Maximus
 

Część następna: http://peterborough24.co.uk/bingo-blog-uk/szoko-terapia